Najdroższy, właśnie natknęłam się na jakimś forum, na post szesnastoletniej dziewczyny, która dopiero co straciła swojego ukochanego.
Jaki to musi być ból stracić osobę, którą się kocha ponad wszystko, z którą ma się plany na przyszłość, z którą chce się spędzić resztę życia. Tyle marzeń, wyczekiwanych chwil i wszystko można stracić w ciagu sekundy. Zwiazek budowany od podsaw. Poznawanie się, docieranie się… I to wszystko może ot tak sobie legnąć w gruzach.
To jest jak budowanie zamku z kart. Tyle czasu poświęconego, aby ustawić jedną kartę na drugiej tak, aby przypadkiem nie ruszyć innej i nie zniszczyć całej konstrukcji.
Tyle cierpliwości dzięki której udało się coś stworzyć. Tyle zaangażowania oddanego temu zajęciu i co? Chwila nieuwagi, niespodziewany moment i tego nie ma.
Tak samo z ludźmi. Dlaczego odchodzą w najmniej spodziewanym momencie?
Zobacz, ta dziewczyna żegnała sie z nim tylko na kilka chwil, przecież za chwilę miała go znów zobaczyć, dotknąć, przytulić sie, pocałować… A co się stało? Pożegnanie na chwilę przemieniło się w pożegnanie na wieczność…
Nie wyobrażam sobie tego, co Ona musi teraz przeżywać. Ja chyba nie poradziłabym sobie z tym. Taki ból, takie cierpienie.
Czasem sobie myślę, co by było, gdyby Ciebie zabrakło… I nie widzę tego po prostu, nie widzę. Jestem na tyle uzależniona od Ciebie, że nie dałabym rady.
Jak to dobrze mieć kogoś przy sobie, Najdroższy. Jestem tak wdzięczna Ci za to, że wybrałeś właśnie mnie, że tak to wszystko sie potoczyło.
Od dzisiaj postanawiam sobie czerpać z każdego dnia jak najwięcej. Z każdego ułamka sekundy spedzonego z Tobą – jak najwięcej.
Skoro wszystko jest tak ulotne trzeba cieszyć się chwilą i korzystać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy domek z kart może zniknąć…